"Jak krople w oceanie" Ava Dellaira

Siedemnastoletnia Angie widzi w swojej matce przede wszystkim ciężko pracującą, zamkniętą w sobie samotną kobietę. Zupełnie jakby zapomniała, że Marilyn też była kiedyś młoda… Kiedy Marilyn miała siedemnaście lat zakochała się w Jamesie, który został ojcem jej dziecka. Angie nigdy jednak nie zdążyła go poznać. Wie tylko, że zmarł zanim się urodziła. Gdy przypadkiem trafia na ślad brata Jamesa, w jej sercu rodzi się nadzieja: a co jeśli ojciec nadal żyje? Angie, w tajemnicy przed matką, wyrusza w podróż do Los Angeles, by wreszcie poznać prawdę o sobie i swojej rodzinie.

"Złe doświadczenia nie mogą być wymówką dla bezczynności."


Bardzo trudno mi rozgryźć tą książkę. Od samego początku miała to „coś”. Bardzo refleksyjna, zdecydowanie wymagająca od nas, jako czytelnika, zaangażowanie i skupienia. 

Książka porusza ważne tematy rodzinne, relacje między  samotną matką, a córka, ale też o trudności w okazywani u uczuć, poczuciu starty i pustki. Nie ukrywam, że po opisie z okładki liczyłam raczej na lekką lekturę. 

Przeszkadzała mi w książce wolna akcja, bo mimo wszystko lubię kiedy w książce coś się  dzieje. Znajdą tu coś dla siebie pasjonaci psychologii, bo autorka bardzo wiele czasu poświęciła kreacji psychologicznej swoich bohaterów. Dzięki temu zabiegowi powstali bardzo realistyczni bohaterowie. Nie jeden z nas utożsamiłby się z nimi. 

Zdziwiłam się, bo dostaliśmy opowieść głównie o matce Angie, która gdzieś po drodze, w realnym świecie, zapomniała jak to jest cieszyć się życiem i całkowicie poświęciła się swojej córce. W każdym aspekcie życia. 


"Żałoba i strata to część życia. Nie da się ich uniknąć."


Mimo tego między mną książką tym razem nie zaiskrzyło. Liczyłam i oczekiwałam o wiele więcej. Gratką będzie ona chyba dla młodszej rzeszy odbiorców. Co nie umniejsza samej autorce, bo książki nie czytało mi się specjalnie źle, ale chyba tym razem najzwyczajniej nie trafiłam w tematykę. 

Książka opisuje dwa czasy: teraźniejszy, w którym żyje Angie i przyszły, gdzie spędzamy więcej czasu, bo poznajemy historię Marlin, matki Angie i podjęte przez nią decyzje i wybory, które będą mieć takie a nie inne konsekwencje w późniejszym życiu. 

Muszę też odnieść się do okładki, bo nie byłabym sobą z gdybym  tego nie zrobiła. Jest niezwykle urzekająca. Połączenie błękitu, zieleni i turkusu jest nie tylko urzekające, ale działa niezwykle wyciszająco. Mam jednak wrażenie, że nie do końca oddaje treść w niej zawartą. 

Kinga


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Jaguar


15 komentarzy:

  1. A ja przyznam, że mnie akurat okładka nie zachwyca. Co więcej, działa na mnie odpychająco, a w połączeniu z niespecjalnie zachęcającym opisem, postanowiłam darować sobie tę książkę. A teraz ponownie żałuję tej decyzji. Choć fabuła „wiezie się pomału”, to kolejna osoba zwraca uwagę na dopieszczenie psychologicznego portretu bohaterów, na który warto skupić uwagę. No, pragnę przeczytać! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam te książkę, ale okładka skutecznie mnie odstrasza od czytania. Jednak słyszę już tyle dobrego o tej książce że aż muszę w końcu ja przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się, że okładka jest fantastyczna i nie sposób przejść obok niej obojętnie

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakiś miesiąca temu czytałam tę książkę i bardzo mi się spodobała. Pierwszy raz nie przeszkadza mi wolna akcja, a wręcz zachęcała mnie do dalszego czytania i poznawania historii. Zgadzam się również z tym, że autorka wykreowana bardzo realnych bohaterów. Polubiłam ich :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo lubię młodzieżówki i mam nadzieję, że mi jednak przypadnie do gustu, bo już czeka na półce.

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślałam czy brać tę pozycję od wydawnictwa, w końcu jednak zrezygnowałam. Teraz widzę, że niczego szczególnego nie tracę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakoś nie przekonałam się do tej książki. Odpuszczę ją sobie

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie jestem jakoś przekonana do tej książki :/ Może to za sprawą tego, że inna książka tej autorki, która miała być wzruszająca, zwalająca z nóg i foteli okazała się po prostu kiepska, mimo że do ,,Kochani, dlaczego się poddaliście" miałam ogromne oczekiwania. Nie lubię sięgać po książki autorów, którzy mnie już kiedyś wcześniej zawiedli. Tym razem chyba po prostu sobie odpuszczę :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Kolory na okładce są bardzo ładne, ale wklejone zdjęcia psują cały efekt i w sumie wygląda to dość kiczowato, przynajmniej dla mnie. Szkoda, że książka nie do końca Cię urzekła, oby było lepiej następnym razem ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. To może być przygoda czytelnicza dla mojej córki, podsunę jej tytuł pod rozwagę. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Okładka taka sobie:p Niby jest potencjał i nawet mogłabym dać jej szansę, ale jeszcze się zastanowię :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Słyszałam już wcześniej autorce i jakiś czas temu chciałam je przeczytać jej książkę np. tą, ale mam tak długa listę, że nie wiem kiedy to się stanie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo lubię te historię. Naprawdę mocno mną ruszyła. Aż się popłakałam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. To niesamowite, jak często zapominamy, że rodzice byli kiedyś młodzi, mieli swoje miłostki, marzenia i tajemnice. Traktujemy ich jako mamę i tatę i często nawet się nie zastanawiamy czy się kiedyś interesowali, jakich mieli przyjaciół, czy jak wyglądało ich dzieciństwo i relacje z ich rodzicami.

    Gdy zobaczyłam okładkę tej książki, pomyślałam, że to nie dla mnie, ale po Twoim opisie i recenzji zmieniłam zdanie. Kiedyś na pewno się skuszę na ten tytuł.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mnie okładka wcale nie przekonała i po opisie stwierdziłam, że dam jej szansę. Czeka na półce od kilku tygodni, a ty przez swoją recenzję zachęciłaś mnie na tyle, że sięgnę po nią w przyszłym tygodniu.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad. Każda obecność jest ważna i bardzo mile widziana. Wy także pomagacie tworzyć bloga, głównie wy :) Dziękuję Wam! Zawsze jesteście tu mile widziani :)

Copyright © 2014 Velaris' library , Blogger